czwartek, 22 października 2009

Instalacja w sztucznym świecie, czyli dlaczego się lansujemy?

Nareszcie DSWu Fenomen ruszył! Rozpoczęliśmy od mocnego uderzenia, czyli spojrzenia w lustro. Zadaliśmy sobie pytanie, czy pamiętamy o tym, kim jesteśmy? Czy może pomału stajemy się ludźmi z plastiku? Oczywiście, chodzi o problem lansowania. Jak się okazało w środę, sprawa nie jest taka prosta, jak mogłoby się wydawać.



Noszenie żótłej opaski "Live Strong", zakładanie kujońskich okularów, czy jazda na rowerze w koszulce dobranej pod kolor roweru, to tylko pewne objawy współczesnego lansu, które znikną tak szybko, jak się pojawiły. Na ich miejscu objawi się za chwilę coś nowego, co pozwoli ludziom na nowo poczuć się kimś wyjątkowym. Modne ciuchy, szałowe fryzury, wyluzowany styl bycia...to wszystko może stanowić jedynie wierzchołek góry lodowej czegoś znacznie poważniejszego. Czym w rzeczywistości jest lansowanie?


Jeżeli zajrzymy do słownika języka polskiego, przeczytamy, że lansowanie oznacza reklamę lub propagowanie określonych treści. Natomiast, w odniesieniu do sztuki, lansowanie pojmowano zazwyczaj jako propagowanie treści o niskiej wartości artystycznej. Podczas środowej dyskusji pojawiały się głosy, że lansowanie jest generalnie dobrym i naturalnym zjawiskiem. Ewentualnie możemy zaobserwować tzw. negatywny lans. Osobiście sądzę, że dzisiejsze pojęcie "lansować się" obciążone jest negatywnym znaczeniem, jako coś sztucznego i kiczowatego. Natomiast, pokazywanie się z dobrej strony przed kimś drugim, nie musi automatycznie oznaczać lansowania. Dzieje się tak wtedy, gdy staram się demonstrować swoje prawdziwe zalety, nie uciekając się do cech, które są tylko wytworem mojej wyobraźni. Pozostawiając na boku kwestie terminologiczne, chyba większość zgodzi się, że istnieje w nas tendencja do promowania własnej osoby, która nie wiele ma wspólnego z autentycznością.




Jestem ciekawy, w jakim stopniu jesteśmy w stanie odróżnić realność od fikcji? Ludzka ingerencja w materię pokazuje, że wszelkie modelowanie rzeczywistości stoi przed nami otworem. Inżynieria genetyczna, chirurgia plastyczna, programy komputerowe wytwarzające rzeczywistość trójwymiarową...to wszystko wyzwala w nas poczucie wszechmocy i niezależności. Jeżeli mogę w taki sposób modelować materię, to dlaczego mam pozwolić, by moje życie pozostawało szare i banalne? W tej sytuacji jestem tylko krok od tego, by swoją tożsamość kreować w odniesieniu do tego, co jest dla mnie wygodne i przyjemne. Problem pojawia się jednak w naszych relacjach z innymi ludźmi. Drugi człowiek będzie mi potrzebny, jeśli posłuży jako narzędzie do zaspokojenia mojego nienasyconego poczucia własnej wartości. Jeśli nie spełni moich oczekiwań, zawsze mogę znaleźć kogoś nowego. Najłatwiej w świecie wirtualnym. Naciśnięcie odpowiedniego przycisku klawiatury załatwi wszystkie niepowodzenia życia osobistego i pozwoli znowu poczuć, że jestem kimś wyjątkowym.


Nie mam zamiaru kreślić czarnej wizji przyszłości naszej świadomości. Środowa dyskusja zawierała wiele wątków, które pozwoliły na zachowanie trzeźwego osądu. Doszliśmy jednak do wspólnego wniosku, że warto dzisiaj zadać pytanie o naszą autentyczność. Jak być autentycznym w dzisiejszej kulturze? Osobiście jestem przekonany, że jedynym wyjściem jest porzucenie tandetnych protez, które ustawiamy wokół siebie w postaci precyzyjnie wyselekcjonowanego towarzystwa, drogich gadżetów i bzdurnych ambicji rodem z Hollywood. Warto wrócić do tego, co realne. Nie twierdzę, że to łatwe zadanie. To, co realne wymyka się przecież próbom naszej manipulacji. Religia, rodzina, studia, praca, życie społeczne - to wszystko stanowi nasze lustro. W konfrontacji z tym, co domaga się od nas odpowiedzialności, dowiadujemy się o naszej sile i słabości. To szansa na dojrzałe i zarazem autentyczne życie. To szansa na życie prawdziwe, ale nie zawsze kolorowe, lekkie i przyjemne.

0 komentarze:

Prześlij komentarz