
Ten post powstał w celu kontynuowania dyskusji, rozpoczętej przez Mariusza (oraz Marię D. i Zofię M. – spotkanie pt. „Na kozetkę, czy do konfesjonału” okazało się brzemienne w skutki i uwagi ogólne na temat funkcjonowania DSWu), mającej na celu określenie tożsamości naszej grupy.
Pytanie o cel (sens istnienia) DSWu postawiłem sobie dawno temu - jeszcze zanim wymyśliliśmy jakikolwiek temat spotkania, pewnie już w czerwcu, gdy dowiedziałem się, że mam być „odpowiedzialnym” tej grupy, a może nawet wcześniej – 4 lata temu, kiedy pierwszy raz na studiach poszedłem na DSWu.
To DSWu 4 lata temu nie podobało mi się; jedyne, do czego mnie skłoniły tamte spotkania, to postawienie sobie pytania:
Czy „gadanie” coś zmienia w naszym życiu?
I doszedłem do tego, że owszem - gadanie może coś dać i dlatego od pół roku noszę w głowie i realizuję (lub niestety nie realizuję) następujące cele DSWu:
1. Zbliżyć się do Boga
2. Poszerzyć swoją wiedzę (filozoficzną, socjologiczną – erudycja generalnie)
3. Dzielić się swoimi myślami z ludźmi i słuchać innych
4. Stworzyć Grupę
ad.1 Jakkolwiek brzmi to pompatycznie, naprawdę widzę tu jedyny sensowny cel DSWu i duszpasterstwa w ogóle.
I owszem – uważam, że „gadanie” może zbliżyć do Boga.
Według mnie istnieją dwie drogi do Boga: intuicyjno-mistyczna i rozumowa.
Oczywiście staramy się uderzyć w tę drugą. Ta droga rozumowa jest mi bliższa.
Każde rozmyślanie o istocie Wszechświata, sensie historii ludzkiej i podobne, prowadzi mnie do poczucia konieczności istnienia Boga.
Co więcej, myśl o istnieniu Boga jest dla mnie jedynym sensownym, logicznym i budującym wyjaśnieniem dla tego cyrku, jaki rozgrywa się na planecie Ziemia.
Poza przekonaniem o istnieniu i działaniu Boga, chciałbym, aby spotkania dawały nam coś jeszcze: uświadomienie sobie, że wierząc łatwiej jest żyć.
Bo z wiarą łatwiej jest osądzić, czy jakiś czyn jest godziwy, czy niegodziwy; łatwiej określić, jak należy postąpić w danej sytuacji, łatwiej ocenić innych i siebie.
Chciałbym odkrywać, że wiara jest naszą siłą i naprawdę nam pomaga w codziennych sytuacjach.
ad.2 Moje studia są dla mnie duchową i intelektualną pustynią. A w życiu trzeba wiedzieć, trzeba się wgryzać w mądrość. Dosyć mamy fałszywych intuicji i nieobiektywnych osądów.
Myślę, że teksty dużo dają. Czasem inspirację, sporo wiedzy, a czasem teksty aż proszą się o to, by się z nimi nie zgodzić (co też jest twórcze).
Myślę, że na naszych spotkaniach za często bazujemy tylko na własnym „Mi się wydaje, że (cośtam)…”. Chciałbym, aby spotkania DSWu były cięższe merytorycznie, bardziej zdyscyplinowane umysłowo i niosły wyraźniejsze przesłanie (kwestia robienia podsumowania całego spotkania).
ad.3 Ale z drugiej strony dzielić się trzeba (i warto).
Jest dla mnie fascynującym dowiedzieć się, co inni ludzie mają w głowach?
To, że rozmawiamy ze sobą otwarcie i szczerze jest wspaniałe i niesamowite (bo przecież znamy się dosyć słabo, jesteśmy sobie wciąż trochę obcy).
No i to wzajemne dzielenie się, myślę, że nam wychodzi. Możemy zatem bardziej zająć się pozostałymi aspektami spotkań.
ad.4 Chciałbym abyśmy stworzyli Grupę. Żeby każdy jakoś się identyfikował z DSWu, czuł się jak u siebie, czuł się zauważony. I tu też myślę, że jesteśmy już na dobrej drodze!
Mówi się, że Beczka to nie wspólnota. I tak jest też z DSWu. Trochę nam przeszkadza ta masowość Beczki, ale z drugiej strony nie ma się co nastawiać, że zrobimy wspólnotę, bo wspólnota się stworzy albo nie i nie da się tego zaprojektować; to musi być coś spontanicznego.
Dlatego nie myślę o wspólnocie, ale o Grupie. Jeśli się postaramy ta Grupa może nam dużo dać.
0 komentarze:
Prześlij komentarz