Uwaga, uwaga!
Po niemal trzymiesięcznej przerwie wskrzeszamy bloga. Robię to niechętnie, bo blog o tyle żyje, o ile trwa dyskusja. Do tej pory zażarte dyskusje na "Fenomenie" jednak nie przenosiły się z wielką mocą na naszego bloga. Jednak spróbujemy jeszcze raz. Powód jest niemiałki. Ostatnia dyskusja dotycząca wolności toczyła się pośród wielu emocji, burz i naporów. Były momenty, gdy nie wiedziałem czy jeszcze żywy wyjdę z Beczki:-) Ale serio, wolność bardzo nas obchodzi. Stąd dużo różnych stanowisk i chęć przekonania innych do swoich racji. Spróbujmy zatem przeżyć to jeszcze raz.
1. Podstawowa definicja wolności wg Kołakowskiego, Tischnera i Luijpena
L. Kołakowski i J. Tischner zgadzają się, że wolność oznacza zdolność dokonywania osobistych wyborów, które nie są wymuszane przez siły działające poza świadomością człowieka. Do tego należy dodać, że wolność oznacza zdolność człowieka do bycia kreatywnym, twórczym. W. A. Luijpen twierdzi nawet, że słowo "wolność" to synonim takich określeń jak "mający-być" czy "będący-zdolnym- do-bycia". Oznacza to, że człowiek wolny jest zawsze panem sytuacji i posiada różne możliwości działania. Decyduje o sobie. Rzeczy "zdarzają się", a człowiek jako wolna istota, "projektuje siebie". Kołakowski dodaje, że wolność jest czymś zupełnie elementarnym w życiu człowieka i przez to nie można jej udownić. Nie jesteśmy w stanie dostarczyć obiektywnych i pewnych dowodów empirycznych. Tak jak nie możemy udownić istnienia natury ludzkiej czy istnienia duszy, chociaż wiele przesłanek filozoficznych przemawia za ich istnieniem. Drugie znaczenie wolności, które pojawia się u Kołakowskiego to sytuacyjne warunki wyboru. Chodzi tutaj o wolność w kontekście kultury. Określone społeczeństwo otwiera przed nami mniejszy lub większy zakres możliwości (dla przykładu Chiny i USA). Tutaj Kołakowski zwraca uwagę na prawo, nakazy i zakazy. Wolność jest możliwa tam, gdzie one funkcjonują. Wolność to zdolność wyboru. Aby wybrać muszę mieć do tego warunki. Człowiek pozbawiony odniesienia do prawa, nie jest wolny. Wtedy możemy mówić o samowoli człowieka. Z drugiej strony, czy w ogóle człowiek może istnieć w oderwaniu od kultury, która zawsze wprowadza pewne ograniczenia? Osobiście jestem przekonany, że jest to niemożliwe. Nie ma człowieka całkowicie "czystego", wolnego od jakichkolwiek uwarunkowań społeczno-kulturowych. Uwarunkowania te wprowadzają pewne ograniczenia, ale jednocześnie dzięki nim rodzi się w człowieku poczucie wolności. Człowiek może decydować o swoim życiu, dokonując suwerennych wyborów pośród wielu możliwości.
2. Wolność w znaczeniu chrześcijańskim
Wspomniałem na początku o Tischnerze, który u samych podstaw zgadza się prawdopodbnie z Kołakowskim. Jednak stanowisko Tischnera idzie znacznie dalej w kwestii wolności. Prezentuje on wizję typowo chrześcijańską, a to oznacza, że wolności zawsze pozostaje wartością etyczną. Nie sposób odzielić jej od odpowiedzialności, dobra i prawdy. Co więcej, wolność stanowi jedyną w swoim rodzaju wartość, od realizacji której zależy realizacja wszystkich innych wartości osobowych. Wolność to nie jest zdolność - jak może się wydawać - do ciągłego mówienia "nie, nie" lub "tak, tak", czyli permanentenej negacji wszystkiego lub nieustannej aprobaty całej rzeczywistości. Wolność to podstwowy postulat, który domaga się od człowieka jego własnego spełnienia. Tylko człowiek wolny może się rozwijać. Z wolności nie można zrezygnować. Świadome wycofanie się z wolności, będzie paradoskalnie wyrazem wolności człowieka, jego wolnej decyzji.
A. Prawda
Człowiek dokonuje wyboru w trosce o prawdę. Jeżeli autentycznie poszukuję w swoim życiu prawdy, to także staram się dokonywać wyborów zgodnie z tym, co uznaję w sumieniu za prawdę.
B. Dobro
Prawda prowadzi mnie do dobra. Człowiek wolny to ten, który potrafi dążyć do dobra w świetle prawdy, którą poznaje. Odejście od prawdy i dobra jest negowaniem wolności. Z tego względu, że pogrążając się w złu, ciężko jest człowiekowi odkrywać i przyjmować prawdę. Jeszcze trudniej czynić dobro. Trudno dokonywać właściwych wyborów, które będą nas rozwijały. Zło ogranicza zdolność decydowania o sobie samym. Zaciemnia widzienie wartości, które kryją się za możliwościami, przed którymi zostaję postawiony.
C. Odpowiedzialność
Zawsze jesteśmy odpowiedzialni przed kimś za dokonywanie naszych wyborów - przed samym sobą, przed Bogiem, przed drugim człowiekiem. Tischner bardzo ciekawie pisze na ten temat: W ten sposób nasza wolność przez nasze doznanie odpowiedzialności wiąże nas nieustannie z Bogiem. W niej to ostatecznie została zaczepiona pajęczyna, po której sączyć się będzie w nasze życie piekło lub niebo, śmierć lub życie, dobro lub zło.
3. Wątpliwości
Pytań nie brakuje. Podczas dyskusji zastanawialiśmy się też, co oznacza w takim razie pełnienie woli Boga? Czy nie jest to moment, kiedy człowiek wyrzeka się własnej wolności? Jak to należy rozumieć? Czy człowiek zawsze jest wolny? Co w momencie, gdy ktoś jest chory psychicznie lub silnie uzależniony? Co dzieje się z jego wolnością? Czy człowiek będący daleko od Boga, może uważać się za wolną istotę? Czy żyjąc w danej kulturze, już na samym początku nie ulegamy silnym czynnikom determinującym, które wyznaczają nam nasze postępowanie? Pytania można mnożyć. Można też na nie odpowiadać. Mam pokusę, by to zrobić. Na szczęście, w swojej wolności zdecydowałem, że teraz należy zakończyć ten wpis i podać mikrofon dalej... :-)
czwartek, 6 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Przejmuję mikrofon i tym samym pomijam moją zupełnie oderwaną od rzeczywistości, wymarzoną wizję wolności. Ale nie znaczy to, że zupełnie z niej rezygnuję. :)
OdpowiedzUsuń na zawszeDo rzeczy. Podoba mi się stwierdzenie, że jesteśmy odpowiedzialni za swoją wolność. Ale... Wynika z tego, że każdy powinien kontrolować swoje decyzje, mając przede wszystkim na uwadze ewentualne konsekwencje tychże. Z jednej strony jest to idealna sytuacja, w której uwzględnia się dobro drugiej jednostki (czyli: nienaruszanie jej wolności). Z drugiej zaś, czy taka czynność nie ogranicza naszej swobody myślenia i działania? Na ile nasze postępowanie będzie kierowane obawą przed konsekwencjami, a na ile rzeczywistą chęcią realizowania swoich celów lub też realizowania samego siebie?
heh,już myślałam,że nikt się jeszcze nie odezwał(coś szwankuje w prezentacji odpowiedzi),a jednak!:)-blog ożywa
OdpowiedzUsuń na zawsze...myślałam,że dyskutując o takich podstawach nie wyjdziemy poza strefę banału...a tu proszę-nie dość,że dyskusja bynajmniej nie spokojna i jednomyślna:P(jak na banały przystało),to i mnie osobiście zaczęły po spotkaniu mocno obijać wewnętrzną część czaszki myśli różne i podłużne;)
przede wszystkim,męczyło mnie zagadnienie tej dziwnej współzależności Dobra i Wolności...jak to jest: czy rzeczywiście Wolność-to wybieranie(wąskiej i wyboistej)drogi'po prawej'?-nieustanne dążenie do uznawania Boskiej Woli za swoją??-...prosto byłoby odrzec 'jasne'. zatem mamy czystą sytuację-jestem chrześcijaninem-postępuję(zwykle)dobrze-jestem(zwykle)wolny. w jakiś sposób przemawia do mnie ta wizja...
ale wtedy przychodzi refleksja innej natury-odpowiedzialność za czyny. bo jeżeli uznamy,że wolnym jest ten,kto czyni dobro(w dużym uproszczeniu),to ten,kto źle czyni,wolnym być nie może. a jeśli nie jest wolny,nie jest odpowiedzialny za zło,jakiego dokonuje...nijak nie przemawia to do mnie:/ starać się wyłapać moment,kiedy 'dobry' traci wolność i zrzucać każdą kolejną życiową porażkę,każde zło na karb tej jednej chwili,kiedy wybrał niedobrze,źle i pozbawił się wolności...hmmm,nie przekonuje mnie to.
wydaje mi się-idąc po części tym tokiem rozumowania-że jednak wolność nie jest tożsama z wyborem Dobra. tzn.człowiek wybierający zło-dodajmy,wskutek własnej decyzji-nie może być pozbawiony wolności. to a)zbyt proste b)negujące potrzebę oddzielania pojęcia Dobra od pojęcia Wolności.
niemniej,jeśli przyjmiemy,że każdy wybór zła-jak,zdaje mi się,pisał Szymon-oddala nas od Prawdy i Dobra-wtedy wszystko nabiera większej czytelności i wydaje się możliwe połączenie wolności wyboru grzesznika z jego odpowiedzialnością: zło nie implikuje 'z zasady',teoretycznie ograniczenia wolności,ale zaślepia na Prawdę i Dobro. tym samym,popełniejąc zły(dosłownie)wybór,tracimy z oczu szerszą perspektywę i czytelny osąd kolejnych dróg wyboru zamienia się w'pijackie zataczanie'... nadal ss.wolne,ale jednak mocno ograniczone-bo sami sobie zakładamy klapki na oczy...
podsumowując,myślę,że zło nie oddziela nas samo przez się od Wolności,ale jego konsekwencje sprawiają,że sami z siebie robimy ludzi o ograniczonej perspektywie w osądzie i działaniu.
tyle ode mnie z rozważań przyherbatkowych:P
nieprawidłowości w rozumowaniu zrzucam na markę Lipton i brak podstaw filozoficznych;]
Dla mnie Wolność to nadal jest utopia coś wielkiego pozbawionego ograniczeń. Do czego człowiek dąży (ale nigdy nie osiągnie).
OdpowiedzUsuń na zawszeAle jeśli ktoś mnie zapyta czy czuję się wolny to odpowiem to odpowiem że jak najbardziej jestem wolny. A mogę tak powiedzieć dlatego że świadomie zrzekam się czści (tej utopijnej wolności) przez wybory które podejmuję w życiu. Przez to że wybieram dobro (zasady moralne, społeczne, wychowanie oraz całą kulturę) Właśnie ta świadoma decyzja pozwala mi czyś cie wolnym. Bóg dał nam wolną wolę ale to nie oznacza że pozbawił świat jakichkolwiek zasad. Wolność jest decyzją za którą sami jesteśmy odpowiedzialni.
Wolność jest piękna i dobra do puki nie krzywdzi drugiej osoby i jej wolności.
Ciekawe, że w dyskusji poruszyliśmy dość skrajne przykłady 'ograniczania' wolności. Od przysłowiowego czerwonego światła i "nie mogę" czy "nie wolno mi" czy może "nie powinienem" przejść, po rozważanie jak się ma plan Boga i Jego wola do naszej wolności.
OdpowiedzUsuń na zawszeWydaje mi się, że w takich diametralnie różnych przypadkach ciężko jest skutecznie omawiać to zjawisko używając zawsze tego samego podejścia... Dlatego rozgraniczyłbym sytuacje w zależności od czynników ograniczających.
Na przykład: nie mamy wpływu na czynniki związane z materią czy naszą fizjologią. Czy grawitacja ogranicza naszą wolność uniemożliwiając podnoszenie wielkich ciężarów? Czy głód ogranicza naszą wolność zmuszając nas do spożywania pokarmów? Czy noc ogranicza naszą wolność ukrywając świat przed naszym wzrokiem? W takich przypadkach odstąpił bym od używania pojęcia wolności.
Inny przykład: człowiek czynnikiem ograniczającym. Tutaj znów przydało by się rozróżnienie, czy chodzi o konkretną jedną czynność, ustalone prawa czy też światopoglądy i uprzedzenia. Drugiemu człowiekowi możemy sprzeciwić się z taką samą stanowczością z jaką ten ogranicza nas (chyba, że ów posiada np. nóż...). W przypadku praw znaczenie ma skuteczność ich egzekwowania. (Czerwone światło ogranicza moją wolność, ale płacenie podatków już nie?) Przy ograniczeniach wypływających z światopoglądu warto zastanowić się skąd spadają na nas 'kajdany', czy nieprzychylne spojrzenia wiążą ręce, czy strach przed wyłamaniem wiąże nam umysł przed przeciwstawieniem się.
Tyle tak pierwszych przemyśleń co mi się udało zebrać. Jak coś sobie przypomnę pewnikiem dopiszę ;)
PZDR
Pozwólcie, że ustosunkuję się krótko do Waszych głosów. Są bardzo ciekawe.
OdpowiedzUsuń na zawszeDo Anulki: Aniu, niezwykle intrygujące jest Twoje pragnienie absolutnej wolności, czyli zupełnej niezależności wobec wszelkich uwarunkowań zewnętrznych i wewnętrznych. Myślę, że taka sytuacja byłaby możliwa pod warunkiem, że: 1. bylibyśmy zupełną nicością, 2. bylibyśmy Bogiem. Jest to jednak niemożliwe. Istnienie zawsze zakłada jakąś zależność wobec wielu obcych nam czynników. Powołanie do życia przez Boga, czyli nawet bycie w umyśle Boga na sposób potencji, która ma się dopiero zrealizować, zakłada już zależność wobec Boga. W tym sensie, który Aniu podajesz, już jesteśmy "zniewoleni" samym aktem stworzenia przez Boga. A Bogiem też nigdy nie będziemy. Myślę, że mówienie o wolności wtedy ma sens, jeśli dotyczy spraw, na które mamy wpływ. Wolność pojawia się wtedy, gdy mamy realne możliwości decydowania o swoim życiu. Nie jest ważny tu zakres możliwości, ale umiejętność właściwego (tj. zgodne z prawdą i dobrem) wyboru. Teologia moralna wyróżnia tzw. "akt ludzki" i "akt człowieczy". Akt ludzki dotyczy tych sytuacji, na które możemy wpływać swoją wolą. Wtedy też ponosimy za nie odpowiedzialność, np. "ukraść, czy nie ukraść?". Akt człowieczy dotyczy natomiast sytuacji, których jestem świadomy, ale na które nie mogę wpływać, ponieważ nie podlegają one mojej wolnej woli. Wtedy nie pojawia się w ogóle kategoria wolności, a zatem nie mówimy też o odpowiedzialności, np. przy burczeniu w brzuchu czy innych reakcjach fizjologicznych. To trochę tak, jak żywić żal do naszego serca, że bije. Przecież nie mogę się od tego bicia uwolnić, więc nie jestem wolny. Analogicznie jest z kulturą, czy rodziną...Na pocieszenie cytat z dzieła jednego z moich ulubionych teologów, Karla Rahnera: "Człowiek nigdy w sposób absolutny nie ustanawia swojej własnej wolności (...) Dochodzi on do autentycznej prawdy o sobie samym dopiero wtedy, kiedy świadomie i ze spokojem uzna i zaakceptuje ów fakt, że nie może decydować o własnej rzeczywistości.".
A jeśli chodzi o Twoje obawy, czy odpowiedzialne życie "nie ogranicza naszej swobody myślenia i działania?", to przewrotnie spróbuję odpowiedzieć kilkoma pytaniami: Na czym polega, Twoim zdaniem, swoboda w myśleniu i działaniu? Co jest celem Twojej samorealizacji? Dlaczego człowiek ma stanowić problem dla naszej wolności? Czy możliwy jest w ogóle autentyczny rozwój naszej osobowości, pomijający miłość do drugiego człowieka (czyli też odpowiedzialne działanie wobec niego)? Odpowiadając na każde z tych pytań, poznajemy odpowiedź, czy nasze pojmowanie wolności otwiera nas na innych ludzi i uczy nas kochać, czy też stanowi usprawiedliwienie naszego egoizmu. Zresztą zahaczamy tutaj o temat, który będziemy wałkować na najbliższym spotkaniu:-)
Do Majki: Piszesz: "zło nie implikuje 'z zasady',teoretycznie ograniczenia wolności,ale zaślepia na Prawdę i Dobro. tym samym,popełniając zły(dosłownie)wybór,tracimy z oczu szerszą perspektywę i czytelny osąd kolejnych dróg wyboru zamienia się w 'pijackie zataczanie'... nadal ss.wolne,ale jednak mocno ograniczone-bo sami sobie zakładamy klapki na oczy...podsumowując,myślę,że zło nie oddziela nas samo przez się od Wolności,ale jego konsekwencje sprawiają,że sami z siebie robimy ludzi o ograniczonej perspektywie w osądzie i działaniu."
Maju, masz rację. Tak właśnie należałoby to rozumieć. Na tym polega właśnie to napięcie między złem a wolnością.
Do Kamila i Mietka: Osobiście nie mogę nie zgodzić się z Wami:-) Mietek, zauważył świetnie to rozróżnienie pomiędzy aktem "ludzkim" a "człowieczym", o którym pisałem wyżej. Tylko w przypadku aktu "człowieczego" mogę mówić o wolności.
Pozdrawiam i ukłony ślę!
Pisząc o utopijnej wolności nie brałem pod uwagę spraw które są od nas niezależne o których pisał br.Szymon. Nie mamy wpływu na naszą fizjologię ani także jak to się mówi "rodziny się nie wybiera" Zgadzam się że o wolności można mówić tylko w momencie gdy chodzi o sprawy od nas zależne, takie na które mamy wpływ. Ale czy nawet biorą pod uwagę tylko takie czynniki możemy w pełni decydować o swoim życiu jak dla mnie to nie. Bo chociażby za każdym razem kiedy dokonujemy w pełni wolnego wyboru (nie licząc w to uwarunkowań kulturowych czy doświadczenia) sami zamykamy sobie bardzo często drogę w którym kierunku i każda nasza następna decyzja mogłaby być już nie w pełni wolna. Każda decyzja pociąga za sobą pewne skutki i oczywiście odpowiedzialność i od tego nie da się uwolnić. Można podejmować setki decyzji prze które wydaj nam się że będziemy "bardziej wolni" ale uwalniamy się tylko od jedne konkretnej sprawy.
OdpowiedzUsuń na zawszeJa czuję się wolny będąc świadomy tego co mnie ogranicza bo to akceptuje. Czy Polacy walczący o wolność z ustrojem komunistycznym walczyli o wolność całkowita? Nie walczyli o wolność od tego czego nie akceptowali, nastał demokracja ale czy ona nie ogranicza tych samych ludzi według mnie jak najbardziej ogranicza ale czują się wolni bo akceptują te ograniczenia.
Uważam że nie można mięć całkowitej i od niczego nie zobligowanej wolności i dlatego jest to utopia "Wolność to sen" Ale można być człowiekiem wolnym akceptując to co nas ogranicza. Człowiek który świadomie przyjmuje setki ograniczeń może o wiele bardziej cieszyć się wolnością niż osoba odrzucająca wszystkie te same co on ograniczenia.
Na sam początek MUSZĘ się ustosunkować do następującego stwierdzenia: „(…) Myślę, że taka sytuacja byłaby możliwa pod warunkiem, że: 1. bylibyśmy zupełną nicością, 2. bylibyśmy Bogiem. Jest to jednak niemożliwe.” Komentarz: Idealnie kochać potrafi tylko Bóg, jednak my ciągle dążymy do tego ideału. Czyż nie? I takie pytanie – czym jest, Bracie Szymonie, nicość?
OdpowiedzUsuń na zawszeZgadzam się, że to niemożliwe, być wolnym na mój sposób. Mówiłam to już – nikt z nas nie jest wolny. Myślałam wielokrotnie nad tą teorią i muszę niestety przyznać, że jest paradoksalna. Dlaczego? Doszłam do wniosku, że skoro kultura, konwenanse, wychowanie etc. nas „zniewalają”, jedyną możliwością obrony będzie zdobycie takiej wiedzy, która da nam świadomość i możliwość uwolnienia się od tejże. No właśnie. I tu jest paradoks.
Rozróżnienie pomiędzy aktem człowieczym a ludzkim wydaje się być sensowne. To tak jak z odruchami warunkowymi i bezwarunkowymi.
Czas na kolejny cytacik: „To trochę tak, jak żywić żal do naszego serca, że bije. Przecież nie mogę się od tego bicia uwolnić, więc nie jestem wolny. Analogicznie jest z kulturą, czy rodziną...” Czy jesteś w 100% przekonany, że nie da się uwolnić od rodziny i np. sposobu wychowania i wartości przekazanych przez rodzinę – bo to jest chyba tutaj decydujące(?) ?
"Człowiek nigdy w sposób absolutny nie ustanawia swojej własnej wolności (...) Dochodzi on do autentycznej prawdy o sobie samym dopiero wtedy, kiedy świadomie i ze spokojem uzna i zaakceptuje ów fakt, że nie może decydować o własnej rzeczywistości." Najbardziej intrygujący jest ten wielokropek w środku. ;-) Co tam jest? Masz może ten cytat w oryginale?
Pozdrawiam Wszystkich!