sobota, 28 listopada 2009

Po spotkaniu z o. Józefem Puciłowskim

Wielkie ukłony dla DSWu Doping za wspaniałego Gościa!

Przypomniały mi się czasy gimnazjum i liceum, kiedy naprawdę interesowałem się historią. Historia to wielka rzecz, a Ojciec potrafił wyjątkowo barwnie o niej mówić.

Uważam, że ojciec Puciłowski jest nie tylko świetnym wykładowcą (zazdroszczę Tiborowi i Szymonowi, że mają z nim zajęcia), ale prezentuje również bardzo mądre zdanie w sprawie lustracji.
Znakomicie wychwycił problem, że dopóki Kościół nie oczyści swojej przeszłości, nie będzie wiarygodny w swoim nauczaniu o konieczności nawrócenia.

Z drugiej strony (by nie przesadzić z takim pochwalnym tonem tego posta) wydaje mi się, że w klasztorze w związku z lustracją zrobiono zbyt mało... Wiadomo, kto współpracował; żadna z tych osób się nie przyznała (?!!), konsekwencji (jak zrozumiałem) też żadnych nie wyciągnięto. Czy to że władze klasztoru wiedzą, co kto ma na sumieniu, zmieni cokolwiek, jeśli informacja o współpracy zakonników pojawi się w prasie? Czy i tak klasztor nie będzie oskarżany o to, że wiedząc, iż ma w swoich szeregach byłym współpracowników SB, nic nie zrobił?

Proroczo zabrzmiały słowa ojca Puciłowskiego o tym, że jeszcze doczekamy się kolejnych medialnych afer wokół współpracy Kościoła z SB.
Rzeczywiście, chwilowo te tematy przycichły.
Jednak przytaczane przez Ojca historie były tak barwne, iż podejrzewam, że jeśli tylko trafią w ręce jakiegoś dziennikarza, on od razu zrobi z nich użytek.

No ale kto z osób o nieczystym sumieniu będzie się teraz sam wystawiał na widok publiczny? Może jednak ludzie zapomną, może jednak uda mu się umrzeć w spokoju...

Po filmie "Czeski sen"...


Ja wiem, że post jest dosyć spóźniony, niemniej film był inspirujący i może ktoś tu jeszcze zechce podzielić się swoimi przemyśleniami.

Ja mam kilka luźnych refleksji:
1) Bardzo frapująca była dla mnie wypowiedź speca od reklamy, który określił freski w Kaplicy Sykstyńskiej jako reklamę właśnie.
Być może rzeczywiście obecnie reklama jest sztuką, a dawna sztuka była również reklamą.

2) Powalił mnie ten czeski kult supermarketu. Owszem, mam jakieś uprzedzenia, jeśli chodzi o Czechów (wydają mi się narodem pozbawionym oparcia w jakimś konkretnym systemie wartości), a w filmie znalazłem tylko potwierdzenie tej tezy.

3) Ludzkie rozumowanie nie zna logiki, a w każdym razie emocje zawsze są górą...
Mam na myśli jedną z ostatnich wypowiedzi, kiedy ten osiłek w podkoszulku, czując się oszukany promocją supermarketu, którego nie ma, stwierdza: "Teraz mam pewność - na pewno nie zagłosuję za Unią Europejską!"
To dla mnie w ogóle najciekawszy aspekt filmu, że wielkie oszustwo, mistyfikacja, zawsze kojarzą się ludziom z polityką. I tak zabawa z supermarketem stała się sprawą polityczną i w jakiś przedziwny sposób wpisała się w kampanię o wejście do UE.

Tyle ode mnie, pora na Wasze refleksje.

czwartek, 5 listopada 2009

W co wierzy ten, kto nie wierzy?

Materiału do dyskusji było co nie miara, a temat bardzo głęboki.. Staraliśmy się zrozumieć czym jest ateizm i czemu ludzie „tracą wiarę”. Zgodziliśmy się co do tego, że wiele zależy od nas – wierzących. Jednak to każdy człowiek bierze odpowiedzialność za swoją wiarę i zrzucanie odpowiedzialności za „utratę wiary” na innych jest zwykle syndromem lenistwa i braku chęci pogłębienia tego co w niej najważniejsze.

Rodzajów ateizmu jest wiele. Staraliśmy się skoncentrować na takim, który jest w pełni świadomy, przemyślany i oparty na obserwacjach świata. Takim, który można by określić „poczuciem pustki”, niemożliwością odnalezienia Boga w świecie.

Taki stan może być tak naprawdę rodzajem doświadczenia religijnego, momentem, kiedy wiara „umiera”, ale umiera po to, żeby narodzić się na nowo. Dojrzalsza i głębsza. Wzorem dla naszej wiary może być życie Chrystusa, który żył przez 33 lata, umarł i zmartwychwstał trzeciego dnia. Tak samo nasza wiara żyje, umiera i powstaje na nowo. I to nie jeden raz. Wielu ludzi, w tym Nietzsche, Sartre i inni, dochodzili jedynie do tego drugiego momentu. Nie potrafili pójść dalej.

Mówiliśmy też dużo o naszej wierze. O tym, czy można powiedzieć, że ważniejsze są nasze czyny czy wyznawanie prawd wiary. Czy zbawienie może osiągnąć człowiek, który czynił dobrze, mimo, że nie uznawał Boga bądź nie wierzył w Chrystusa. Poruszyliśmy też kwestię czy i czym religia różni się od wiary.

Na koniec powróciliśmy do kwestii: „Czy wiarę można stracić?” Zgodziliśmy się, że takiej prawdziwej wiary stracić nie można. W życiu przychodzą ciężkie chwile, nasza wiara poddawana jest próbie. I jeśli jest słaba, to może nie wytrzymać takiej próby. Wtedy na jej miejsce może przyjść głębsza. Ale bez naszej woli i wytrwałości przyjść nie może.

Wiele nie zostało powiedziane, pewnie też wiele ułożyło się w Waszych głowach, bądź przeciwnie – pojawiły się nowe pytania. Zapraszam do dyskusji :)