czwartek, 17 grudnia 2009

Zło

"Zło. Tyle już o nim napisano. (...) Do dziś filozofia, choć nie mogła i nie może się pozbyć myśli o złu, dziwnie jest wobec niego bezsilna. (...) Usiłuje coraz to inaczej formułować pytania, by choć w przybliżeniu dotrzeć do tego, co dla zła istotne, lecz czy w ogóle takie przybliżenie jest możliwe?" - w ten sposób pisała w jednym ze swoich esejów śp. Barbara Skarga. Rzeczywiście, jeżeli prześledzimy zmagania filozofów, to możemy mówić w ich przypadku o historii porażek. Zło jednak pozostaje na tyle silnym doświadczeniem, że człowiek nie jest w stanie pozostać wobec niego obojętny. Dlatego po kolejnej porażce w konfrontacji ze problemem zła, filozof staje na nowo do walki o zrozumienie tej dramatycznej tajemnicy. Nie bez powodu zło określa się jako "misterium iniquitatis" ("tajemnica nieprawości"). Słowo "tajemnica" nie powinno jednak stanowić prostego zwolnienia z odpowiedzialności poszukiwania prawdy. Tajemnica niesie ze sobą treść, która nie jest dostępna w oczywistym poznaniu. Z tego powodu domaga się ona nieustannego, wnikliwego poznawania.

1. Rodzaje zła
Warto próbować dotrzeć tam, dokąd jesteśmy w stanie dotrzeć. Z pewnością możemy próbować usystematyzować i opisać zjawisko zła. Często jawi nam się ono jako naturalne. Wynika z braku harmonii w świecie, z jego niedoskonałości. Możemy mówić tutaj o różnego rodzaju kataklizmach, losowych wypadkach. Jeżeli jednak ktoś sprawia określony wypadek z intencją wywołania szkody, to mamy wówczas od czynienia ze złem o charakterze moralnym. Innym rodzajem zła jest także zło fizyczne, które dotyka nas na poziomie materialnym i nie zawsze wywołuje skutki na poziomie wewnętrznym. Natomiast znacznie poważniejszym w skutki jest zło moralne, które narusza wewnętrzną strukturę człowieka (zło ontyczne). Widzimy więc, że zło jest zjawiskiem zróżnicowanym. Przejawia się w wielu postaciach.

2. Zło jako brak dobra
Św. Augustyn sprzeciwiał się stanowczo koncepcji zła jako substancji absolutnie niezależnej od dobra i zupełnie samodzielnej. Przeciwstawiał się teorii manicheiczyków, którzy uważali, że świat stanowi arenę nieustannej walki dobra ze złem. Twierdzili, że w cielesnym człowieku znajduje się uwięziony pierwiastek boski, który domaga się wyzwolenia. Człowiek zatem w pewien sposób dąży do tego, by porzucić to, co nie jest boskie, by stać się jak najbardziej duchową postacią, uwalniając w sobie boga. Augustyn jednak słusznie zauważył, że tego rodzaju koncepcja wprowadza zmienność w Bogu, który ze swojej natury jest niezmienny. Z drugiej strony podważa wszechmoc Boga. Jeżeli zło mogło pochwycić jakąś cząstkę Bożej istoty, to oznaczałoby, że Bóg może się zmienić i może ulegać sile zła. Augustyn twierdzi zatem, że zło jest brakiem dobra. Jeżeli danemu bytowi brakuje tego, co mu się należy, wtedy występuje pewien brak dobra, który określa się mianem zła. W tym wypadku zło nie jest wobec dobra równorzędną siłą, ale pasożytem, który wykorzystuje uszczerbek w dobru. Oczywiście, to wszystko nie jest takie proste. Powstaje wiele pytań. Chociażby w jaki sposób rozumieć fakt, że zło mimo iż jest nicością, to jednak zawsze jest zauważalne w określonej postaci, jak np. wspomniana na spotkaniu dziura w spodniach. Warto pamiętać, że św. Augustyn, wraz ze wspomnianą tzw. prewencyjną koncepcją zła, wpłynął znacząco na oficjalne nauczanie Kościoła. W tym momencie nie dysponujemy chyba bardziej sensownym wytłumaczeniem zjawiska zła, niż jego źródłowym pochodzeniu z nicości.

3. Chrześcijanin a zło
Warto zajrzeć do listu Jana Pawła II "Salvifici doloris", w którym papież podejmuje kwestię chrześcijańskiego sensu cierpienia. Chrześcijaństwo jest w stanie nadać cierpieniu sens, jeżeli zwróci się w stronę Chrystusa, który miłością przezwyciężył zło i cierpienie. Chrześcijaństwo nie umieniejsza dramatu cierpienia, ale wskazuje, że odpowiednio zinterpretowane może otworzyć człowieka na obecność Boga. Wydaje się, że cierpienie samo w sobie zawsze jest złe. Trudno mi się zgodzić, by niosło ze sobą jakąś nadwyżkszę sensu. Cierpienie jako takie nie uszlachetnia. Uszlachtenia i doskonali człowieka właściwy, umiejętny sposób przeżywania tego cierpienia. Cierpienie może ewentualnie przynieść owoce w życiu, gdy zostanie przemienione miłością. I ponownie pojawia się św. Augustyn, który w dialogu "O wolnej woli" przypomina, że Bóg nie stworzył zła, ale posiada moc wyprowadzania dobra nawet z największego zła i cierpienia.

Zasygnalizowałem jedynie trzy wątki z wielu, które pojawiły się na spotkaniu. Pytanie o zło otwiera nas na kolejne tematy jak: wolna wola, grzech, wolność, sprawiedliwość, Boża Opatrzność...

Na koniec dziękuję o. Grzegorzowi Chrzanowskiemu OP za to, że przyjął nasze zaproszenie i poprowadził nas głębiej w tajemnicę zła;-)

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Jaki jest cel DSWu? – wyznania Tomasza L.


Ten post powstał w celu kontynuowania dyskusji, rozpoczętej przez Mariusza (oraz Marię D. i Zofię M. – spotkanie pt. „Na kozetkę, czy do konfesjonału” okazało się brzemienne w skutki i uwagi ogólne na temat funkcjonowania DSWu), mającej na celu określenie tożsamości naszej grupy.

Pytanie o cel (sens istnienia) DSWu postawiłem sobie dawno temu - jeszcze zanim wymyśliliśmy jakikolwiek temat spotkania, pewnie już w czerwcu, gdy dowiedziałem się, że mam być „odpowiedzialnym” tej grupy, a może nawet wcześniej – 4 lata temu, kiedy pierwszy raz na studiach poszedłem na DSWu.

To DSWu 4 lata temu nie podobało mi się; jedyne, do czego mnie skłoniły tamte spotkania, to postawienie sobie pytania:
Czy „gadanie” coś zmienia w naszym życiu?

I doszedłem do tego, że owszem - gadanie może coś dać i dlatego od pół roku noszę w głowie i realizuję (lub niestety nie realizuję) następujące cele DSWu:

1. Zbliżyć się do Boga
2. Poszerzyć swoją wiedzę (filozoficzną, socjologiczną – erudycja generalnie)
3. Dzielić się swoimi myślami z ludźmi i słuchać innych
4. Stworzyć Grupę

ad.1 Jakkolwiek brzmi to pompatycznie, naprawdę widzę tu jedyny sensowny cel DSWu i duszpasterstwa w ogóle.
I owszem – uważam, że „gadanie” może zbliżyć do Boga.
Według mnie istnieją dwie drogi do Boga: intuicyjno-mistyczna i rozumowa.
Oczywiście staramy się uderzyć w tę drugą. Ta droga rozumowa jest mi bliższa.
Każde rozmyślanie o istocie Wszechświata, sensie historii ludzkiej i podobne, prowadzi mnie do poczucia konieczności istnienia Boga.
Co więcej, myśl o istnieniu Boga jest dla mnie jedynym sensownym, logicznym i budującym wyjaśnieniem dla tego cyrku, jaki rozgrywa się na planecie Ziemia.

Poza przekonaniem o istnieniu i działaniu Boga, chciałbym, aby spotkania dawały nam coś jeszcze: uświadomienie sobie, że wierząc łatwiej jest żyć.
Bo z wiarą łatwiej jest osądzić, czy jakiś czyn jest godziwy, czy niegodziwy; łatwiej określić, jak należy postąpić w danej sytuacji, łatwiej ocenić innych i siebie.
Chciałbym odkrywać, że wiara jest naszą siłą i naprawdę nam pomaga w codziennych sytuacjach.

ad.2 Moje studia są dla mnie duchową i intelektualną pustynią. A w życiu trzeba wiedzieć, trzeba się wgryzać w mądrość. Dosyć mamy fałszywych intuicji i nieobiektywnych osądów.
Myślę, że teksty dużo dają. Czasem inspirację, sporo wiedzy, a czasem teksty aż proszą się o to, by się z nimi nie zgodzić (co też jest twórcze).

Myślę, że na naszych spotkaniach za często bazujemy tylko na własnym „Mi się wydaje, że (cośtam)…”. Chciałbym, aby spotkania DSWu były cięższe merytorycznie, bardziej zdyscyplinowane umysłowo i niosły wyraźniejsze przesłanie (kwestia robienia podsumowania całego spotkania).

ad.3 Ale z drugiej strony dzielić się trzeba (i warto).
Jest dla mnie fascynującym dowiedzieć się, co inni ludzie mają w głowach?
To, że rozmawiamy ze sobą otwarcie i szczerze jest wspaniałe i niesamowite (bo przecież znamy się dosyć słabo, jesteśmy sobie wciąż trochę obcy).

No i to wzajemne dzielenie się, myślę, że nam wychodzi. Możemy zatem bardziej zająć się pozostałymi aspektami spotkań.

ad.4 Chciałbym abyśmy stworzyli Grupę. Żeby każdy jakoś się identyfikował z DSWu, czuł się jak u siebie, czuł się zauważony. I tu też myślę, że jesteśmy już na dobrej drodze!

Mówi się, że Beczka to nie wspólnota. I tak jest też z DSWu. Trochę nam przeszkadza ta masowość Beczki, ale z drugiej strony nie ma się co nastawiać, że zrobimy wspólnotę, bo wspólnota się stworzy albo nie i nie da się tego zaprojektować; to musi być coś spontanicznego.

Dlatego nie myślę o wspólnocie, ale o Grupie. Jeśli się postaramy ta Grupa może nam dużo dać.

środa, 2 grudnia 2009

"Na kozetkę czy do konfesjonału?"

Temat trudny, mam wrażenie że najtrudniejszy z tych, które poruszaliśmy do tej pory na Fenomenie.

Bo to raczej jest tak, że w człowieku można wyróżnić trzy komponenty: ciało, umysł/psychikę i duszę. Znaczy się, można to odróżnić pojęciowo, ale w praktyce jest to bardzo trudne. Bo jak się one właściwie do siebie mają? W jaki sposób od siebie zależą?

Niegdyś czynności umysłu były przypisywane duszy - myślenie, rozumowanie - duszy rozumniej, emocje - duszy zmysłowej. Teraz jest skrzywienie w drugą stronę - mówi się o psychice jako wytworze naszego mózgu, ba - o duszy jako wytworze naszego mózgu.

No ale nawet jeśli zgodzimy się, że nie da się żadnego z tych składników sprowadzić do innego, to dalej mamy problem. Bo jak odróżnić przeżycie emocjonalne od duchowego? W tym temacie pojawiły się dyskusje odnośnie Odnowy w Duchu Świętym. Albo jak odróżnić problemy natury psychicznej od problemów natury duchowej?

Zwykle tego nie potrafimy, dlatego powinniśmy szukać pomocy na różnych poziomach. Również u jednej osoby - nie należy zapominać że rozmowa z duchownym nie jest spowiedzią.

Bardzo ważna jest współpraca duchownego i psychologa, a przy niektórych schorzeniach (o czym nie wspomnieliśmy) lekarza. Może to jest sposób na osiągnięcie zamierzonej harmonii duszy, psychiki i ciała?

Być może, ale dotyczy to przypadków szczególnych. Natomiast dalej niewiadomo jak to osiągnąć w życiu codziennym.

Pytanie zostało otwarte. Właściwie większość z nich została. Bo łatwo i jednoznacznie odpowiedzieć się na nie nie da.

Dlatego myślę, że warto ten temat pociągnąć - być może od innej strony. Ale czekam na głosy i komentarze;)